wtorek, 21 kwietnia 2015

Dario Argento - Suspiria



W 1977 roku Dario Argento - mistrz włoskiego thrillera, tzw. "giallo", zrealizował fantastyczny film grozy, zatytułowany "Suspiria" (po polsku "Szepty" lub "Odgłosy").

Opowieść fabularnie jest banalna - do szkoły baletowej we Freiburgu przybywa z Ameryki studentka, by na miejscu odkryć, że szkoła ta to siedlisko złowrogich czarownic, nie wahających się przed zbrodnią.
Rzecz z "Suspirią" nie polega jednak na wyrafinowanym scenariuszu czy intrygujących bohaterach - ale w sposobie, w jaki Argento opowiada swoją historię. A ten jest jedyny w swoim rodzaju - zapadający każdemu widzowi na długie lata w pamięć. Konwulsyjnie szamocząca się akcja, wyjęta wprost z koszmarnego snu, z charakterystycznym właśnie dla snu gwałtownym (jakby "za prostym" czy "za banalnym") zakończeniem stanowi tylko metodę, a wręcz pretekst, do zaatakowania widza kinowego - prawdziwą orgią obrazu i dźwięku.
"Suspiria" to szalona gra kolorów, absolutnie nienaturalnych i nierealnych, ale uwodzących swym niezwykłym pięknem. Obraz jest a to krwiście czerwony, a to pełen jadowitej zieleni czy żółci, w końcu intensywnie granatowy, jak w kalejdoskopie.


Czerwone i żółte w "Suspirii"...

i niebieskie też.




Do tego dochodzi niezwykła architektura filmowej szkoły - jakiś taki upiorny modernizm rodem z początku XX wieku.



Historię samą w sobie stanowi ścieżka dźwiękowa -  jedna z najbardziej niesamowitych w historii kina. Napisana przez zespół "Goblins", pełna grozy muzyka, nagłe hałasy i (tytułowe) odgłosy, podrywający z fotela co jakiś czas okrzyk "witch !" - wszystko to ogłuszające widza z intensywnością symfonii Beethovena (pun z "ogłuszający" intended :-P).



Dziab prosto w serce...pierwsza ofiara

No a kwintesencję szaleństwa filmu stanowią sceny poszczególnych mordów - już początek filmu daje prosto między oczy, kiedy to widać jak nóż kuchenny w ręce mordercy wbija się w bijące jeszcze, odkryte serce pierwszej ofiary, a wszędzie tryska jasnoczerwona, nierealna "krew". Potem mamy jeszcze dziewczynę pocięta spadającą szybą, dziewczynę zamordowaną w zwojach drutu kolczastego, muzyka z gardłem rozszarpanym przez wściekłego psa. Do tego "atrakcje" w rodzaju deszczu robaków, ożywione trupy czy finałowe, charczące widmo Matki Szeptów - prawdziwej "dyrektorki" szkoły




Dan Makabrescu - i druga ofiara

"Suspirię" po prostu TRZEBA zobaczyć - to rzecz absolutnie kultowa i kamień w historii nie tylko filmowego horroru, ale kina w ogólności. Zgodzę się, że to danie nie dla każdego, widzowie zbyt "zatruci" hollywoodzkim kinowym soc-realizmem, gdzie wszystko jest porządnie poukładane, akcja rozwija się logicznie i zmierza do wyrafinowanego finału, bywają "Suspirią" zawiedzeni. Cóż...mówi się trudno i kocha się dalej...pozostaje przekonywać ich, że to naprawdę tak ma wyglądać, jak wygląda, i że "Suspiria" działa tak, jak została przewidziana - jako sfilmowany koszmar senny.


Żywy trup z nożem w dłoni - "Suspiria" zbliża się do końca

"Suspiria" stanowi początek filmowej trylogii opisującej macki oplatającego świat tajnego kultu czarownic. Druga część - "Inferno" powstała w roku 1980, trzecia zaś - "Matka Łez" dopiero w roku 2005. Żadna z kontynuacji nie dorównuje początkowi. Jeszcze pół biedy z "Inferno", które, mimo rozłażącej się trochę w szwach fabuły, trzyma poziom pełnymi grozy i "argentowskiego" piękna momentami. Ale "Matka Łez" jest tak przeciętna, że nie zasługuje wręcz na umieszczanie jej w jednym rzędzie ze wspaniałą "Suspirią"

imdb                  7.5
filmweb              7.1             
Galfryd               10 !!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz