Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sensacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sensacja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 lutego 2015

Wzywam 07..część 2

Po ogólnym wpisie nt. kryminału milicyjnego w PRL pora na krótkie przedstawienie opowiadań wchodzących w zakres wznowionego przez Vesper wyboru. Obok zarysu fabuły podam też tzw. wskaźnik propagandy; opowiadania milicyjne, jak już pisałem, były tworem PRLowskiej propagandy, gdzie sławiło się Polskę Ludową i rozwój socjalistycznej ojczyzny w ogólności, a sprawność i skuteczność aparatu milicyjnego w szczególności. Opowiadania pogrupowałem autorami, nie wydaniem - jeśli ktoś będzie chciał kupić zbiorek, powinien nabyć całość kolekcji


Andrzej Szczypiorski - Wyspa Czterech Łotrów

Największe chyba nazwisko w całej serii "ewek". Chyba nieźle płacono za opowiadania do serii, i pewnie Szczypiorski był na finansowym musiku, że się zdecydował na publikację "Wyspy". Ale też zamiast zajmować się zadaniami propagandowymi, olał to kompletnie i zabawił setnie, pisząc pastisz amerykańskiego filmu sensacyjnego, gdzie po ulicach Krakowa konkurencyjne gangi wszczynają co i rusz strzelaniny w usiłowaniu zamordowania spadkobierców chicagowskiego bogatego gangstera, z pochodzenia Polonusa.

Jerzy Edigey - Szkielet Bez Palców, Tajemnica Starego Kościółka
Edigey to jeden z tuzów powieści milicyjnej, ale omawiane opowiadania wyszły mu nader przeciętnie. Tj. od strony pomysłu na przestępstwo jest naprawdę dobrze, "Szkielet" to jakby zapowiedź megapopularnego teraz "Gniewu" Miłoszewskiego (pisałem, że źródło dzisiejszych sukcesów tkwi w Old Schoolu), oprata o to samo założenie fabularne - odnalezienie szkieletu, który z początku wydaje się pozostałością z wojny a po bliższym badaniu świadectwem nieodległej zbrodni. Z kolei "Tajemnica kościółka" za temat ma zuchwałe i udane włamanie do Muzeum Śląskiego we Wrocławiu (oba opowiadania toczą się we Wrocławiu i mają wspólnego bohatera, mjr MO Krzyżewskiego) - być może dalekie echo inspiracji "Bezcennego" :-). Ale literacko !!! Sapristi ! Drętwe, sztywne, "reporterskie" relacje ze śledztw milicyjnych, praktycznie afabularne, opisujące drobiazgowo działania aparatu MO, nieuchronność jego działań, znakomitą organizację pracy instytucji - i, generalnie prymat Kolektywu MO nad zdolnościami indywidualnymi śledczych. Ale ciekawej akcji fabularnej nie uświadczysz. Na plus nieźle oddany koloryt PRL



Barbara Gordon - Dolina Nocy, Bez Atu, Błąd Porucznika Kwaśniaka

Twórczość Barbary Gordon reprezentowana jest przez aż trzy, bardzo różne, opowiadania.
najbardziej kuriozalna jest "Dolina Nocy". Z jednej strony to wręcz soc-realistyczna agitka, z drugiej zaś najefektowniej fabularnie spleciona opowieść. Śledztwo dotyczące serii włamań do pustych domów jet pretekstowe, treścią noweli jest splot losów trzech ludzi i towarzyszący temu dramat. Jest miejscowy komendant MO, jego sztywny, formalistyczny zastępca, jest w końcu młodociany przestępca, którego zaczyna gryźć sumienie. Każda z postaci ma własną historię, komendant brata - "żołnierza wyklętego", zastępca żonę- narkomankę, która zaćpała się (a pewnie została zamordowana) przez krwiożerczych hippisów (!), skruszony włamywacz złego przeciwnika  w szajce. Propaganda hardcorowa, w czytaniu ciężkie, ale muszę przyznać, że finałowy splot losów bohaterów zrobił duże wrażenie.
"Bez Atu" jest chyba najsłabsze. Również tu wątek kryminalny zepchnięty jest na drugi plan przez opis rozpadu więzi w "nowoczesnej" rodzinie epoki Gierka. Z działań propagandowych mamy krytykę zachodniego bezrefleksyjnego konsumpcjonizmu (co by teraz Gordon napisała, jak ona WTEDY krytykowała konsumpcjonizm ?)
"Błąd Porucznika Kwaśniaka" jest praktycznie pozbawiony elementów propagandowych. I dobrze. Na plan pierwszy wysuwa się tajemnica zaginięcia  kustosza muzeum w niewielkim mieście. Kustosz miał dużo młodszą żonę, ta w zasadzie oficjalnego kochanka (tak - powieść opisuje regularne "menage a trois"!). Kustosz miał zaś pieniądze - amatorsko bowiem handlował i kolekcjonował dzieła sztuki. Śledztwo wyjawia coraz więcej tajemnic zaginionego kustosza, znajomych sąsiadów, adwokatów, handlarzy dzieł sztuki, w końcu przyciśnięty przez MO kochanek młodej żony przyznaje się do zabójstwa...ale to dopiero początek historii. Dobre, nieźle zaplecione opowiadanie, mogłoby stanowić podstawę dobrego odcinka 07.

Helena Sekuła - Siedem Diabłów Dziadka Osiornego, Ślad Rękawiczki

Helena Sekuła - w mojej ocenie królowa kryminału milicyjnego. Sama, była milicjantka (oficer prasowy warszawskiej MO, o ile pamiętam), postanowiła w pewnym momencie, że woli pisać fikcyjne fabuły. No i robiła to naprawdę dobrze. Oba opowiadania mają nerw, tempo, ciekawą, wielowątkową akcję (specjalnością Sekuły są "piętrowe" przestępstwa - w ramach jednej opowieści mamy np., morderstwo, sutenerstwo, malwersacje finansowe, szantaż, narkotyki - wszystko splecione w jeden efektowny węzeł fabularny). Postaci w powieściach Sekuły są, jak na standard milicyjny, zaskakujące żywe - i to zarówno przestępcy jak i milicjanci. No a już "Ślad Rękawiczki" to prawdziwa perła zbiorku Vespera - znakomite opowiadanie, znane widzom serialu "07" -odcinek oparty o fabułę tego opowiadania jest jednym z lepszych i drapieżniejszych w całej serii

Witold Szymanderski - Spokojne Uzdrowisko, Ekspedycja

Witold Szymanderski starał się pisać "po zachodniemu". Z nienajgorszym efektem w sumie. Oba opowiadania, w sumie dość podobnie skonstruowane, zlokalizował w małych miejscowościach, zakreślił dość wąski krąg podejrzanych, wrzucił w akcję morderstwo, a następnie, analizując zarówno motywy jak i postępowanie poszczególnych osób, prowadził opowieść.
Czasami mniej uważny czytelnik może się nieco w gąszczu wątków i wydarzeń zagubić, ale co do zasady napisane jest nieźle i daje chwilę dobrej zabawy. Aha, elementów propagandowych brak.

Jerzy Siewierski - Zaproszenie Do Podróży, Opowieść o Duchach I Gorejącym Sercu

Last but not least - Jerzy Siewierski. Już w czasach PRL jeden z moich faworytów, jeden z pierwszych też w powojennej Polsce popularyzatorów weird fiction (zbiór opowiadań niesamowitych i powieść grozy !), wcześniej pisarz kryminałów. Lubiłem Siewierskiego nie tylko za tematykę, on dobrze pisał, miał ciekawe pomysły i sprawne pióro.
Dlatego też "Zaproszenie Do Podróży" jest wręcz szokujące. Nawet nie chodzi i główny wątek fabularny - całkiem ciekawy (nawet jeśli przewidywalny) i odpowiednio dramatycznie zakończony, ale o to, że opowiadanie służy głównie wylaniu całego jadu, żółci (to z Miłoszewskiego), nienawiści i pogardy autora do hippisów. Brudasy, nieroby, pieniędzmi bogatych rodziców rozpieszczeni, nie wiadomo czego chcący (na zachodzie to tak, to krytykują konsumpcjonizm, ale w PRL ? Kraju spokoju, ładu i skromnego dobrobytu?). Nie to, żeby mnie hipy kręciły, jako metal sam nimi pogardzałem (teraz mi wstyd), ale taki ładunek nienawistnej propagandy w opowiadaniu milicyjnym jest niestrawny.
Za to "Opowieść o Duchach" jest chyba najlepszą historią w całym zbiorku. W trakcie seansu spirytystycznego zamordowana zostaje gospodyni-medium. Ale jak ? mimo całego nieprawdopodobieństwa jedynym wytłumaczeniem wydaje się uznanie, że za morderstwo odpowiedzialne są...duchy ! No, brawo ,brawo, znakomicie spisana opowieść, w jej tle brutalny napad rabunkowy i podwójne morderstwo - intrygujące rozwiązanie (nawet jeśli trochę naciągane). Siewierski odrobił straty wywołane paskudnym "Zaproszeniem".

No i to tyle. Trzy tomy - 12 opowiadań. Poziom od średniego do świetnego. Jak na serię "Ewa Wzywa 07" to nawet dobrze.
Brak wielkich wtop, z tych dobrych na pierwszy plan wybijają się "Opowieść O Duchach" i "Ślad Rękawiczki". Do tego Edigey anonsujący fabularnie nowego Miłoszewskiego. Warte polecenia - głównie miłośnikom klimatu PRL, ale też kryminału w ogólności.

Lubimy czytać   - pomiędzy 5.57 a 6.0
Galfryd      - no, z uwaględnieniem sentymentu do PRL, 7/10

niedziela, 1 lutego 2015

2015 New School - Ziarno Prawdy (film) - znakomita ekranizacja !

"Ziarno prawdy" to świetna powieść. Wystarczyło zatem "tylko" przenieść ją jak najwierniej na ekran, by zrealizować świetny film.

Napisać jednak łatwiej, niż zrobić. Na filmowca czai się bowiem przy filmowaniu książki wiele pułapek. A to fragmenty, które się dobrze czytają kiepsko wyglądają, a to jakieś ważne dla akcji wydarzenia rozgrywane są w umyśle bohatera (jak to pokazać), a wymogi,producenta, sponsora, odmienne wizje reżysera i autora....wystarczy przypomnieć sobie klęskę pierwszej ekranizacji prozy Miłoszewskiego - "Uwikłanie". Brrrrr...
No, ale tym razem reżyser Borys Lankosz zapowiedział ścisłą współpracę z autorem powieści, i wierne trzymanie się pierwowzoru. Jak zapowiedział, tak zrobił, otrzymaliśmy zatem (my, miłośnicy Miłoszewskiego :-) to, na co mieliśmy nadzieję i o czym marzyliśmy.
Film jest, BARDZO wierny książce, Zmiany scenariusza, relatywnie niewielkie i bez wpływu na główny wątek filmu, mają na celu jedynie wizualne uporządkowanie niektórych wątków, skondensowanie pomysłów i, kiedy to konieczne, zastąpienie językiem filmu niektórych monologów wewnętrznych Szackiego.
Wszystko wygląda na ekranie jak pierwszorzędna produkcja dorosłego Hollywood. Znakomite zdjęcia, muzyka, świetna obsada (znakomity casting - Trela czy Walach to ożywione postaci z książki, no a epizody - Poniedziałek czy maestro Jakubik - palce lizać). Największym znakiem zapytania  był Więckiewicz w roli Szackiego. OK - aktor bardzo dobry, ale jakoś nie kojarzył się dotąd z ostentacyjną elegancją czy wielkomiejskim seksapilem powieściowego Szackiego.

Ale Więckiewicz wygrał w wielkim stylu - to jest nie tyle bardzo dobry aktor, co aktor wybitny - i pewnie, jak by mu kazać zagrać zsiadłe mleko, to też by dobrze wypadł.
Jego Szacki jest jeszcze ostrzejszy, bardziej arogancki i zdecydowany niż w powieści, wygląda i zachowuje się rewelacyjnie i,  ile podczas lektury "Ziarna Prawdy" oczyma wyobraźni widziałem Michała Żebrowskiego w roli Szackiego, tak teraz, czytając "Gniew" widzę już Więckiewicza.
Inna sprawa, że Lankosz oszczędził Szackiemu nadmiernych podbojów erotycznych. Nie dość, że z filmu wyleciała sędzia Tatarska (i słusznie, chyba najgłupszy fragment powieści, napisany tylko dla uciechy autora, bo bez sensu dramatycznego), ale i cały romans z Basią Sobieraj (trochę szkoda, zwłaszcza potrzebnej fabularnie sceny ze starym Sobierajem). Filmowy Szacki jest bardziej skoncentrowany na zagrywce z mordercą., trzymający się głównego nurtu opowieści.
Na pochwałę zasługuje zastąpienie ksiązkowego "dzownienia w głowie" fajną sceną w szpitalu, kiedy to Szacki orientuje się, że , jak mu to mówił Wilczur - "Pan się myli, panie prokuratorze"

Film unaocznił też niestety jeszcze wyraźniej niż lektura, dwie spore wady fabularne "Ziarna Prawdy" :
- całkowicie niewiarygodną przez swe niedbalstwo identyfikację drugiej ofiary - to jest WIELBŁĄD fabularny. Mam pomysły na jego podpudrowanie, zamaskowanie, ale Lankosz ich nie miał i gołym okiem widać absurdalność wątku drugiej ofiary,
- niewiarygodność sytuacyjną zerwania Szackiego z Klarą. Wolny facet ok. 40 tki w namiętnym NIEZOBOWIĄZUJĄCYM romansie z 25latką zrywa bo ON (!) nie widzi perspektyw ? Że by to ona chciała : ślubu, dzieci, wspólności majątkowej, no to może jeszcze, ale nie, to jest tak a propos niczego !

Niemniej pomimo tych dwu błędów fabularnych film jest znakomitym widowiskiem i zabawą na najwyższym światowym poziomie. Gorąco polecam nieznającym prozy Miłoszewskiego (znającym polecać nie muszę - wszyscy obejrzą na Bank)



imdb       7.5
filmweb  7.3
Galfryd   9/10

piątek, 23 stycznia 2015

Wzywam 07...część 1

Jakiś czas temu wydawnictwo Vesper wydało potrójny zbiór opowiadań milicyjnych z arcypopularnej w PRL serii "Ewa Wzywa 07...", w której to serii znalazło się sporo pierwowzorów scenariuszy znakomitego serialu milicyjnego "07 Zgłoś Się". (od razu wyjaśnię, że 07 to nie jest jakieś nawiązanie do agenta 007 a ówczesny numer pogotowia milicyjnego).


Z okazji tego wydania, no i biorąc pod uwagę, że tzw. opowiadania milicyjne to Old School w pełnej krasie, parę słów tutaj im poświęcę.

Na początku PRL - w latach stalinowskich, obowiązywał, również w literaturze, socrealizm. Proza gatunkowa, romanse, kryminały, fantastyka, były, jako ogłupiająca rozrywka, odrywająca Nowego Człowieka Socjalizmu od myślenia o rozwoju Ludowej Ojczyzny, tępione, a nawet więcej niż tępione, bo "zniknięte".
Po prostu nie pisało się takich powieści, nie wydawało, a wszelkiej maści rozrywkę piętnowało jako burżuazyjny przeżytek. Proza miała oddawać realia Naszych Czasów, opisywać zwykłe życie i problemy jakie ludzie napotykają na swej drodze. Wątki sensacyjne, kryminalne, pojawiały się nie jako element rozrywkowy, a jako efekt działania Wrogich Sił - zatem dotyczyły różnej maści Szpiegów, Dywersantów, Szkodników i Wsteczników.

Na fali odwilży po '56 roku uznano, że Człowiek Pracy ma również prawo po robocie oderwać się od życia, odprężyć, poczytać coś rozrywkowego, no i uznano, że dobry kryminał nie jest zły.
Natychmiastową reakcją było uruchomienie, jeszcze w '56, telewizyjnego teatru kryminalnego "Kobra" (sprawa zasługuje na odrębny, sążnisty wpis, nad którym zamierzam niedługo popracować).
"Kobra" z reguły "pracowała" na zachodnich tekstach, ale kryminalne realia wczesnego PRL zaczęły być również opisywane w powstającej literaturze. To wtedy Tyrmand  napisał "Złego", rozpoczęli również swe kariery inni pisarze, później znani z seryjnie tworzonych kryminałów (np. "Czarny Mercedes" Zygmunta  Zeydler Zborowskiego z '58 roku).

We wczesnych latach 60tych powstał pierwszy polski telewizyjny serial kryminalny - "Kapitan Sowa Na Tropie". Serial był ledwie 8 odcinkowy, napisany i zagrany bardzo lekko, wręcz komediowo, ale zawsze to jakiś początek.

Prawdziwy przełom w rozwoju PRLowskiego kryminału stanowiły lata 67-68. Chyba na tle zawirowań marca '68 władza postanowiła rozpopularyzować w społeczeństwie pracę dzielnych stróżów prawa. I tak narodziła się w pełnej krasie - powieść milicyjna, tworzona do samego końca PRL.  Jej najsłynniejszymi twórcami byli : Zygmunt Zeydler Zborowski, Jerzy Edigey, Andrzej Wydrzyński, Maciej Słomczyński (pod pseudonimami Kazimierz Kwaśniewski czy, bardziej znanym - Joe Alex), Joanna Chmielewska, Barbara Gordon, Anna Kłodzińska czy Helena Sekuła.

Generalnie można wprowadzić następujący podział w ramach gatunku :

1. Skierowany do socjalistycznej młodzieży milicyjny komiks kryminalny - słynny "Kapitan Żbik". Z początku "Żbiki" przedstawiały uproszczone narracyjnie typowe scenariusze milicyjne, śledztwa dotyczyły morderstw, rabunków, napadów, przemytu. Z połowie lat 70tych (gdzieś tak od czasu, kiedy zaczął ją rysować Jerzy Wróblewski) serię zdominował jednak irytujący dydaktyzm. W kolejnych odcinkach polska młodzież, z reguły na wakacjach, a to łapała kłusowników, a to złodziei ryb z państwowej hodowli, a to w końcu (sławetny zeszyt "Wyzwanie Dla Silniejszego") wyszkolona przez Kapitana Żbika w trudnej sztuce judo pokonywała Złych Gitowców.

2. Charakterystyczna seria błękitnych zeszytów pt. "Ewa Wzywa 07", do kupienia w kioskach. Taki PRLowski paperback - błękitny odpowiednik włoskiego (żółtego) giallo :-). W założeniu miało być co miesiąc 1 opowiadanie, nie bardzo udawało się założenie utrzymać, niemniej w latach 68-89 wydane zostało ponad 140 "ewek". W ramach serii znaleźć można było opowiadania pisarzy tej marki co Andrzej Szczypiorski czy Janusz Głowacki, pisali też znani i już przeze mnie wyżej przywołani spece od kryminału.
Literacko średni poziom "ewek" był mocno przeciętny. Format serii zakładał przedstawianie przebiegu akcji z punktu widzenia milicji, sporo było obligatoryjnej propagandy, styl sztywny, zupacki a postaci papierowe.


3. "Regularne" powieści kryminalne, wydawane z reguły w różnych seriach ("Jamnik", "Labirynt", "Srebrny Klucz", "KAW") też z zasady dość sztywne w formie i dopakowane propagandą, ale czasami swobodniejsze, ukazujące a to prywatne śledztwo, a to narrację z punktu wiedzenia świadka, przestępcy itp.

4. Najlepsze z powieści były ekranizowane, tworząc odrębny subgatunek filmowy - kinowy kryminał PRLowski (np "Dwaj Panowie N", "Zbrodniarz, Który Ukradł Zbrodnię", Walet Pikowy"). bądź też przerabiane na spektakle telewizyjnego teatru sensacji Kobra.

5. I Najwyższa forma sublimacji gatunku - rewelacyjny  serial "07 Zgłoś Się". Scenariusze do odcinków wywodziły się właśnie z nurtu powieści milicyjnej i do tego najczęściej z serii "Ewa Wzywa 07", ale były filtrowane przez talent reżysera - Krzysztofa Szmagiera. Zamiast papierowych  i sztywnych jak nakrochmalone kołnierzyki bohaterów z opowiadań wprowadził, wymyślił i wykreował postać porucznika Sławomira Borewicza (Bronisław Cieślak - absolutnie genialny!), wyluzowanego, dowcipnego i błyskotliwie inteligentnego kobieciarza. O - hołd dla bohaterów książkowych powieści milicyjnych (a wręcz ich karykaturę) stanowiła serialowa postać porucznika Zubka
Niedługo opiszę poszczególne odcinki serialu wraz z ich literackimi pierwowzorami - tutaj tylko zamarkuję, że vesperowskie wznowienie zawiera świetne opowiadanie Heleny Sekuły - "Ślad Rękawiczki", które pod tym samym tytułem weszło do serialu.


W kolejnym wpisie omówię zawartość nowego wydania "Wzywam 07".

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Pitbull 2005




W ramach odstępstw od  Old Schoolu czasami wypuszczam się i oglądam coś nowszego. Dziś padło na "Pitbulla" Patryka Vegi z 2005 (czyli całkiem nju, jak na mnie).
W trzech słowach - niestety,  przereklamowany Badziew :-/

Po pierwsze, to jest SERIAL, a nie film kinowy ! Przyznaję, że w wersji serialowej, kiedy niektóre wątki dostałyby nieco powietrza, mogłyby wybrzmieć, ogólna ocena mogłaby ulec poprawie, bo jakiś tam potencjał w scenariuszu drzemie.
Niestety, w filmie zostały z tych wątków strzępki scen, powrzucane w film całkiem bez ładu i składu. To, co w scenariuszu zostało z ról Stenki czy Fraszyńskiej to są kpiny z widzów kinowych. Momenty bez początku, bez środka, bez końca, bez znaczenia dla scenariusza - no, ale zostało coś z taśmy serialowej, to Vega upycha to w film. Kiepścizna.
Ale, paradoksalnie, może poprzez formę filmową wyszła zasadnicza miałkość "Pitbulla" ? Bo, generalnie, to jest kiepska, kiepsko napisana, choć żwawo nakręcona i doskonale zagrana, historia.
Wydział Zabójstw ściga ormiańskiego killera Sayida, poniekąd na zlecenie innego ormiańskiego bandziora Wora, a ściganie odbywa się poprzez romans Dorocińskiego z córką (?) Sayida Weroniką Rosati.
Innych działań operacyjnych brak.
Mamy pokręconych, połamanych życiowo policajów, z których każdy z osobna byłby ozdobą serialu policyjnego, ale ich wątki zebrane razem są nieoglądalne w swym turpiźmie i ogólnej przesadzie Upadku i Obrzydliwości.

Overall film to nawet nie jest totalna tragedia, ale, wobec hype'u naokoło niego  generalnie przeżyłem spory zawód. Zamiast czekać z wypiekami na rozwiązanie filmu domęczałem go minutę po minucie, przewidując z góry, że jak chory na serce, to padnie przed końcem filmu, jak nieprzekupny, to, mimo wielkich pokus pozostanie nieprzekupny, a jak młody i irytujący głupotą, to na koniec będzie najlepszy pies.

PODSUMOWANIE
na +
- dobre, momentami świetne aktorstwo,
- dobre, żywe, nowoczesne tempo opowieści,
na -
- kiepski scenariusz a przede wszystkim
- nieudolne (!)  skręcenie filmu z fragmentów serialu

OCENY

imdb 7.2
filmweb 7.6
Galfryd 5/10