Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horror literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horror literatura. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 marca 2015

Stefan Grabiński - "Demon Ruchu"

Stefan Grabiński (1887 - 1936) - to wciąż nienależycie doceniany polski mistrz literackiego horroru. A dokładnie tego, w czym literacki horror najlepiej się wyrażał - noweli niesamowitej.
Stefan Grabiński

Dzisiejsza literatura grozy oparta jest o całkowicie inne założenie. Założenie, które ma swój początek chyba w Stevenie Kingu - autorze horrorów, który odniósł największy sukces komercyjny. Autorze dziesiątków bestsellerów, prawie wszystkich przeniesionych na wielkobudżetowy hollywoodzki ekran.
King, a za nim jego naśladowcy, wypracował formułę współczesnej powieści grozy - ma być z zasady "na grubo" (500 stron i więcej to żadne zaskoczenie). Szczegółowe, tak pisane pod ewentualną ekranizację, opisy lokalizacji, bohaterów - ich motywacje, przemyślenia wewnętrzne, troski. Ot, dramat obyczajowy, "zwyczajne ludzkie życie". I w tym dramacie nagle pojawia się wątek nadprzyrodzony, niezwykły, niesamowity. Akcja nabiera tempa (z zasady niespiesznie...), momenty grozy przeplatane są momentami odprężenia, w końcu tajemnica się wyjaśnia a, kłopoty bohaterów zostają przezwyciężone. Tak często wygląda dzisiaj literacki "horror" (już pomijam, że "horrorami": nazywane bywają romanse pensjonarskie pokroju sagi "Zmierzch" i jej klonów...)
Dlatego, przynajmniej wobec opowiadań, wolę używać określenia "weird fiction". "Horror" brzmi prostacko, jak durny film VHS z lat 80tych dla popiskujących amerykańskich nastolatków. "Weird fiction" to szlachetne określenie, dobrze opisujące fenomen opowiadania niesamowitego, które stanowi najwyższą formę istnienia gatunku literackiej grozy. Gdzie na relatywnie niewielkiej powierzchni trzeba zawrzeć POMYSŁ i jego efektowne ROZWIĄZANIE.

Właśnie mistrzem noweli weird fiction był niegdyś bardzo popularny, potem całkowicie zapomniany, a ostatnio conieco (ale bez spektakularnych póki co efektów) przypominany - Stefan Grabiński.
       Natrafiłem na niego na początku lat 80tych- wkrótce po zderzeniu z geniuszem E.A.Poego (zbiór "Opowieści niesamowite" Wydawnictwa Literackiego z upiorną plamą na okładce) :

 Najpierw było jedno, drugie opowiadanie, wydane w paperbackowej, "zeszytowej"; serii "Nie Czytać O Zmierzchu" :

a później, tak na przełomie 82/83 ein richtiger Kopfschuss - czyli trzytomowe wydawnictwo, znowu WL - a przede wszystkim tom "Nowele".

To była wielka miłość od pierwszego wejrzenia, miłość nieprzemijająca do dziś. Zachwyt nad nieograniczoną wyobraźnią, nad konsekwencją artystyczną, cudownym "młodopolskim" językiem. No i często gęsto autentyczne dreszcze grozy - Grabiński bowiem pisał weird fiction na poważnie, z pasją, miłością i świadomością gatunku.
Wydawał swe opowiadania w niewielkich tomikach - "W Pomrokach Wiary", "na Wzgórzu Róż", Demon Ruchu", "Szalony Pątnik", "Księga Ognia", "L'Appassionata" i "Niesamowita Opowieść".

Największą sławę przyniósł Grabińskiemu tomik "Demon Ruchu" - zbiór opowiadań niesamowitych połączonych jednym tematem, mianowicie koleją żelazną.  Faktycznie, opierając wszystkie historie o zagubione pociągi, zapomniane tory i niewyjaśnione katastrofy kolejowe uzyskał Grabiński niezwykły efekt spójności artystycznej, powodując, że, jak to często bywa, całość jest większa od sumy części składowych. Stąd największe wrażenie robi "Demon Ruchu" czytany w wydaniach całościowych, nie zaś poszczególne jego części.

Opowiadania bowiem w zbiorze są nierówne, obok znakomitych i budzących dreszcz znaleźć można i słabsze fragmenty, niedowarzone czy nierozwinięte fabularnie pomysły. A może inaczej, nie to, że w "Demonie" są opowiadania słabe - bo to nieprawda, ale nie wszystkie są tak wspaniałe, niesamowite, jak, powiedzmy' Smoluch", "Sygnały" czy tytułowy "Demon Ruchu". Zdarza się, że dominującym elementem opowiadania jest  nie tyle czysta nadnaturalna groza, co Nieodgadnione, jakaś nadzmysłowa Tajemnica. Oczywiście - co kto lubi, i pewnie są czytelnicy, którym właśnie taki nastrój, raczej tajemnicy niż horroru, odpowiada bardziej, ale ja tutaj piszę o Grabińskim jako o autorze grozy i za to najbardziej go uwielbiam.
Nawet najlepsze nowele kolejowe miałyby kłopot w rywalizacji z tym ,w czym Grabiński osiągał najlepsze rezultaty, a co, z uwagi na polską tak przed jak i powojenną pruderię, bywało napisze tak - nieakcentowane. W połączeniu grozy z rozbuchanym erotyzmem.
To takie nowele, jak "Kochanka Szamoty", "W Domu Sary" czy "Czad" - wszystkie bez wyjątku kręcące się wokół damskiej d... (że tak koszarowo to ujmę) stanowią prawdziwy przyczynek do sławy Polaka, jego największe osiągnięcie. Pełne autentycznej grozy, a przy tym rozbuchanych, cielesnych żądz, przerażają i zachwycają do dzisiaj.
Przy nich metaforyczna opowieść o umieraniu ("Głucha Przestrzeń"), historie o zagubionych pociągach ("Dziwna Stacja", "Ślepy Tor"), czy niewyjaśnionych katastrofach ("Fałszywy Alarm", "Maszynista Grot", "Smoluch") są znacznie bardziej blade - choć nieodmiennie ujmują pięknem języka, śmiałością wyobraźni Autora i tym niezwykłym romantyzmem kolejowym. Aż trudno sobie dziś wyobrazić tak niezwykłe, fantastyczne podejście do czegoś tak na pozór przyziemnego jak jazda pociągiem. Ot, wsiadamy w Pendolino i za 2.30 godziny chcemy być w Warszawie. Cały "romantyzm" to czy gdzieś w polu nie staniemy i się na spotkanie w stolycy nie spóźnimy...
Ale żeby nie było, ze w jakikolwiek sposób narzekam - "Demon Ruchu" jest, jak każdy zbiorek Grabińskiego- pozycją ze wszech miar KULTOWĄ. W dobie dzisiejszego renesansu horroru twórczość "polskiego Poego" zasługuje na przypominanie, czytanie, analizę i zasłużone uwielbienie.
Wydany bez rozgłosu na początku XXI wieku kompletny zestaw "Demona Ruchu"

                                                                     *

Oprócz opowiadań Grabiński podjął również próby pisania powieści niesamowitych. W sumie napisał ich cały szereg - "Salamandra", "Cień Bafometa", "Wyspa Itongo" czy ostatni "Klasztor I Morze". Ale tutaj odniósł spektakularną porażkę. Ani artystycznie, ani komercyjnie, powieści nie udały mu się. Z każdym kolejnym rokiem jego krótkotrwała sława, zdobyta "Demonem Ruchu", ulatniała się i rozpływała (niczym jeden z bohaterów noweli "W Domu Sary").
W PRL nie było z jego twórczością lepiej. W kraju Realnego Socjalizmu, realnych problemów realnych ludzi pracy, nie było miejsca na przedwojennego marzyciela/spirytysty z rozkwieconym stylem literackim. W PRL liczył się konkret,  robociarsko/inżynierski etos, gdzie fantastyka liczyła się o tyle, o ile była "naukowa". Podróże w kosmos, obce cywilizacje, rozwój społeczny ludzkości na ziemi - to było wspierane i wydawane. A nie historie o pociągach - duchach...I w podobnej manierze wpływano na gust czytelniczy. Liczyło się "twarde science fiction - Lemy, Strugackie, Bułyczowy, jak ktoś dorwał to Asimov czy Clarke.
Przedwojenna opowieść o nadprzyrodzonych zjawiskach to mogła być ciekawostka literacka, dla hobbystów, koneserów staroci (wielbicieli ówczesnego Old Schoolu) - i jako taka wydana była w serii "Stanisław Lem poleca" czy w późniejszej Wydawnictwa Literackiego.
Po '89 tak trochę a propos niczego wydano kompletny zbiór "Demona Ruchu", bez jakiejś promocji czy w ogóle przypomnienia postaci - wątpię, by sprzedało się wiele egzemplarzy (chociaż m,nie się udało złowić).
Parę lat temu "na bogato" wydano dość gruby zbiór opowiadań, zatytułowany - dziwnym nie jest - "Demon Ruchu", zawierający gros tekstów kolejowych i niezły wybór pozostałych opowiadań.

Ostatnio wydawnictwo Agartha postanowiło uzupełnić luki w Grabińskim i wydało praktycznie wszytko, do tej pory w Polsce niewydawane - zbiór rozproszonych opowiadań (o różnej wartości) pt "Wichrowate Linie", jak tez i powieść "Klasztor i Morze". Niestety - dystrybucja z gatunku tych podziemnych - przy ogromnym wysiłku, guglując ile się da, można znaleźć tu i ówdzie ww. pozycje. Żeby tak wejść do księgarni i kupić - mowy i nie ma.
W formie elektronicznej nabyć można zarówno "Demona Ruchu" - e-wersję książki, o której pisałem powyżej, jak i "Opowieści Niesamowite" - zbiór WSZYSTKICH opowiadań Grabińskiego - za niewygórowaną cenę kilkunastu złotych. Kindlarzom gorąco polecam.


okładka e-bookowego wydania wszystkich opowiadań Stefana Grabińskiego.

                                                                             *

Grabiński był też, ale bardzo nieśmiało, ekranizowany. Dwa opowiadania - "demonoworuchowy" "Ślepy Tor" i "Pożarowisko" z tomu "Księga Ognia" zostały sfilmowane w latach jeszcze sześćdziesiątych w takim cyklu telewizyjnym "Opowieści niesamowite" (z Kazimierzem Rudzkim jako narratorem), zaś w połowie lat osiemdziesiątych nakręcono, z Eugeniuszem Kujawskim w roli głównej dwa "grabińskie" filmy telewizyjne - "Problemat Czelawy" i "W Domu Sary"
Eugeniusz Kujawski "W Domu Sary"
Parę, gorzkich niestety, słów na zakończenie muszę poświęcić audio bookowemu wydaniu "Demona" (tak, pojawiły się i audiobooki z Grabińskim). Czyta opowiadania Roch Siemianowski i czyni to KATASTROFALNIE.. Już pomijam często plątane, źle stawiane akcenty, czy przecinki, to drobiazgi - ale chodzi o ogólny ton lektury. Siemianowski jest, wypisz wymaluj,  efektem socjalistycznej anty-romantycznej propagandy, zgodnie z którą różnego rodzaju "opowieści z dreszczykiem' to przebrzmiała ramotka, godna popierdliwego ględzenia przy kominku. Jakaś nuta tajemnicy w głosie lektora, jakaś niepewność, mrok, może czający się strach? Gdzie tam, poHukiwanie dziarskiego staruszka (z nadakcentem na nieme "h", którego to grepsu mocna Siemianowski nadużywa podczas lektury) opowiadającego bajędy przy kominku. Odnoszę wrażenie, że Siemianowski w ogóle się nie zastanawia nad tym, co czyta. Ot, byle nieme "H" zaakcentować i "charakterystycznie" pochrypieć.

Brrrr koszmar, i to nie taki, o jaki chodziło Grabińskiemu...

 

wtorek, 3 marca 2015

Ekranizacje Lovecrafta - zakończenie

                                                           

W roku 1988, w apogeum mody na plastikowe i kiczowate horrory wypuszczane na rynek VHS video, jak też bazując na rosnącej popularności HPL, która przynosił mu system fabularny "Call Of Cthulhu" światło dzienne ujrzała film  "Unnamable" - ekranizacja pomniejszego opowiadanka HPL ":Nienazwane". To swego rodzaju mistrzostwo, opowiadanie ma chyba ze dwie stroniczki i składa się z - dosłownie jednej sceny fabularnej ! . No, to autorzy filmu resztę dopisali w stylu filmu dla nastolatków o domu w którym straszy. Efekt był mizerny, ale i tak w 1992 roku nakręcono kontynuację - "Unnamable 2", na zbliżonym, kiepskim poziomie.



imdb       4.9   5.1
filmweb  4.8   5.1
Galfryd   5      5

                                                                       *


Teraz słów parę o aż trzech filmowych adaptacjach opowiadania "Przyczajona Groza" (Lurking Fear). To wczesne opowiadanie HPL, tematycznie krewniak np "Szczurów w Murach", obrazujące jego strach przed degeneracją gatunkową ludzi. Jest dom, w którym straszy, w którym giną ludzie rozszarpani przez wychodzące po zmroku potwory, jest też tajemnica wiążąca monstra z historią rodu zamieszkującego w domu. 
Atrakcyjne fabularnie opowiadanie po raz pierwszy na ekran przeniesiono w roku 1989 w filmie "Dark Heritage". Jest to chyba najwierniejsza adaptacja "Przyczajonej Grozy", niestety, w parze z entuzjazmem twórców  i ich uwielbieniem dla HPL nie szły jakiekolwiek umiejętności warsztatowe czy (przykro powiedzieć) samorodny talent. Do tego wręcz groteskowo nieudolne aktorstwo, które prezentuje się gorzej niż akademia szkolna, no i , niestety, pozostaje coś godnego uwagi tylko dla lovecraftowskich completists, nie dla przeciętnych fanów filmowej grozy.


imdb       4.3
filmweb  5.5
Galfryd   6 (tylko z miłości do HPL i serdeczności dla zapału nieuzdolnionych twórców)



W roku 1994, z Jeffreyem Combsem w jednej z ról, pojawiła się druga ekranizacja "Przyczajonej Grozy" - "Lurking Fear" :


imdb       4.7
filmweb  4.5
Galfryd   6
a w 1997 kolejna, już trzecia, zatytułowana "The Bleeders" (lub "Hemoglobin")




imdb       3.7
filmweb  4.9
Galfryd   6

Żadna z nich niczym szczególnym się nie wyróżniła, obie dość swobodnie podeszły do fabuły oryginału, tak, ze raczej z kronikarskiego obowiązku je tu odnotowuję.


                                                             *

Dan O'Bannon (scenarzysta "Aliena") w roku 1991 doczekał się możliwości nakręcenia własnego filmu. Naturalnie zdecydował się na adaptację Lovecrafta, wybierając "Przypadek Charlesa Dextera Warda". 
Budżet filmu miał ograniczony, na dodatek pod koniec kręcenia w proces tworzenia wtrącili się producenci, dość bezceremonialnie tnąc i zmieniając prawie gotowy materiał. Mimo, ze rozżalony O'Bannon skarżył się w wywiadach, że tylko "jego" wersja (zatytułowana "The Ancestor") była naprawdę godna uwagi, a przemontowany "komercyjnie film (The Resurrected) jest porażką - powstał film naprawdę mogący się podobać każdemu miłośnikowi filmowej grozy ( a fani Lovecrafta uwielbiają go). Film jest bardzo wierny literackiemu oryginałowi i zawiera naprawdę mrożące krew w żyłach fragmenty (konia z rzędem temu, kto nie podskoczy w scenie w podziemiach !) 





(również "Resurrected" jest w całości na niezawodnym you tubie) 

imdb       6.5
filmweb  5.9
Galfryd   10 !

                                                                      *

Kolejny fan Mistrza z Providence, John Carpenter, wrócił na terytorium lovecraftowskie znakomitym i bardzo popularnym filmem "W Paszczy Szaleństwa" (In The Mouth Of Madness) z roku 1994. Opowieść przypomina połączenie "Krainy Chichów" Jonathana Carrolla (autor żyjący w stworzonym przez siebie świecie) z klasycznymi motywami lovecraftowskimi (odludne miasto pełne szalonych kultystów, mroczne, kosmiczne bóstwa stojące na progu wtargnięcia do naszego świata, ludzkość popadająca w zbiorowe szaleństwo). Do tego mnóstwo grozy i ponure, pesymistyczne zakończenie. Rewelacja (w 1995 roku zabrałem na ten film moją, ówcześnie, narzeczoną - trzy dni się do mnie nie odzywała, obrażona, bo tak się bała).


imdb       7.2
filmweb  7.1
Galfryd   9


(Tak, "W Paszczy Szaleństwa" też można jutubnąć za free...)

                                                                     *

Od "In The Mouth Of Madness" motywy lovecraftowskie nie potrafią się przebić w pierwszoligowym (czytaj hollywoodzkim) nurcie kina światowego. Parę lat temu ogłaszano, ze Guillermo del Toro (kolejny z fanów HPL...) przymierza się do ekranizacji "W Górach Szaleństwa", ale jakiś kolejny kryzys filmowy zatrzymał, póki co, te plany.

Za to nurt drugoligowy, "poboczny", ten, gdzie nie ma zbyt wiele pieniędzy, za to jest pasja i uwielbienie dla prozy HPL ostatnimi laty rozkwita.
Zacznę od postaci włoskiego reżysera Ivana Zuccona. Zadeklarowany wielbiciel Lovecrafta motywami i pomysłami Mistrza inkrustował już swe debiutanckie, ultratanie filmy, "The Darkness Beyond" i "The Unknown Beyond". 
W roku 2003 Zuccon nakręcił nowelowy film "La Casa Sfugita" ("The Shunned House"), łączący w jedną opowieść o przeklętej gospodzie motywy z opowiadań HPL -  "Nawiedzony Dom", "Sny W Domu Wiedźmy"i "Muzyka Ericha Zanna". Film, jak wszystkie Zuccona, bardzo tani, pełen kiepskiego aktorstwa i kiepskiej angielszczyzny włoskich wykonawców ujmuje jednak miłością do HPL i paroma udanymi momentami grozy.



imdb       4.6
filmweb  4.5
Galfryd   7


Za to film Zuccona z 2009 roku - ekranizacja "Koloru Z Przestworzy", zatytułowana "Colour From The Dark" jest genialna ! Większość widzów się ze mną nie zgadza, co dobitnie wynika z lichych notowań jakie "Colour" ma na portalach filmowych, ale to tylko dowodzi, że większość się grubo myli - film jest zaskakująco wierny wobec literackiego oryginału (mimo wplątania w treść ciężkostrawnej włosko-katolickiej ornamentyki, całkowicie obcej ateistycznemu Lovecraftowi), i - przed wszystkim, bardzo ale to bardzo przerażający ! Sceny na strychu z oszalałą żoną (genialna Debbie Rochon!) to kult w czystej postaci.
Debbie Rochon - demoniczna mama w "Colour From The Dark"



imdb       4.7
filmweb  3.9
Galfryd   9

                                                                       *


Rok później "Kolor" nakręcili Niemcy. Film, zatytułowany "Die Farbe", jest naprawdę świetny; jeszcze bardziej niż film Zuccona wierny wobec Lovecrafta, bardzo, ale to bardzo rzetelny, dobrze skręcony, porządnie zagrany i sfilmowany. Zabrakło trochę nuty Zucconowego szaleństwa i idącej za tym prawdziwej grozy, ale ogólny efekt naprawdę zasługuje na uznanie.



imdb       6.8
filmweb  6.7
Galfryd   9

                                                                        *


Fani HPL potrafią się organizować w duże i prężne grupy. Jedna z największych i najważniejszych to HPLHS (Howard Phillips Lovecraft Historical Society). Organizują oni w Portland festiwal amatorskich filmów lovecraftowskich (zestaw pięciu płyt DVD z filmami festiwalowymi gorąco polecam wszystkim fanom - choć większość tych produkcji można  całkiem za fri zalukać na jutubie - postaram się kiedyś je spisać kwoli umożliwienia odszukania - choć wystarczy wpisać Lovecraft w jutuba i już się zaczną pojawiać), a w końcu postanowili oddać należyty hołd i sprawiedliwość Mistrzowi, i przenieść na ekran jego prozę "jeden do jednego", akapit po akapicie. 
Żeby było trudniej, na warsztat wzięli "Zew Cthulhu" opowiadanie powszechnie uważane, z uwagi na swą segmentową narrację i brak spójnego motywu fabularnego za niemożliwe do sfilmowania By ukryć brak funduszy na film ("godzillowy" finał historii z R'lyeh i Wielkim Cthulhu w akcji !) wymyślili świetny trick - postanowili nakręcić "The Call Of Cthulhu" tak, jak  zostałby on nakręcony w roku, kiedy Lovecraft napisał "Zew" - czyli w 1926. Powstał film nie tylko czarno biały, ale i NIEMY !!!! I do tego GENIALNY. "The Call Of Cthulhu" to jakże rzadki przykład, kiedy to fanowskie uwielbienie dla dzieła Mistrza idzie w parze z talentem, reżyserów, scenografów, aktorów i kompozytora. "Zew Cthulhu" to ultrawierna, praktycznie akapit do akapitu, adaptacja słynnego opowiadania, zachwycająca i urzekająca nie tylko fanów HPL, ale każdego miłośnika oldschoolowej grozy. Wysokie noty jak najbardziej zasłużone



imdb       7.4
filmweb  7.4
Galfryd    10 !!!!!



Ta sama ekipa parę lat później wzięła się za kolejne Wielkie Opowiadanie HPL, które nie zostało we właściwy sposób przeniesione na ekran - "Szepczącego W Ciemności". Film powstawał długie lata, doprowadził HPLHS na krawędź bankructwa a twórców na krawędź załamania nerwowego, ale w końcu w roku 2011 został ukończony i przedstawiony światu. Rezultat okazał się nieco kontrowersyjny - bowiem autorzy porzucili zasadę wierności prozie Mistrza i dopisali do opowiadania (znowu arcydzieła nastroju prawie pozbawionego akcji fabularnej) sensacyjną, pełna akcji fabułę. Na szczęście genialne, w pełni zgodne z duchem Lovecrafta, zakończenie uratowało film. Wielbiciele HPL MUSZĄ obejrzeć, każdy miłośnik grozy powinien. A nawet inaczej - prawdziwi fani Mistrza powinni, jak ja, namierzyć oba filmy na necie i kupić je bezpośrednio od Autorów. WARTO ! W bonusie można dostać, jak ja, list osobiście podpisany przez reżysera :-)
"Szepczący W Ciemności" ("Whisperer In Darkness" 2011) 



imdb       6.7
filmweb  6.5
Galfryd   8




Na zakończenie cyklu umieszczę coś szczególnego - trailer do filmu....którego nie ma. Jakiś wielbiciel prozy HPL, zniecierpliwiony przeciągającym się oczekiwaniem na film del Toro, "nakręcił" (a dokładniej zmontował z istniejących materiałów) trailer do "W Górach Szaleństwa". Enjoy, and hail to the glory of Howard Phillips Lovecraft :




poniedziałek, 2 marca 2015

Ekranizacje Lovecrafta c.d.

Lata siedemdziesiąte w kinie grozy należały do Szatana... Popularność takich klasyków jak "Dziecko Rosemary" (1968), "Egzorcysta"(1973) czy "Omen" (1976), jak też ich kontynuacji, naśladownictw itp. zepchnęła kosmiczne monstra Lovecrafta na margines.
Powrót fantastycznych wizji Mistrza był jednak spektakularny - w 1979 roku Ridley Scott nakręcił jeden z najlepszych i najsłynniejszych filmów grozy wszechczasów - "Alien" ("Obcy - Ósmy Pasażer Nostromo").


Czy jest ktokolwiek na świecie, kto nie znałby na pamięć "Aliena" ? Jeśli gdzieś się chowa pod jakimś kamieniem, niech natychmiast spod niego wyjdzie i obejrzy to arcydzieło, bo naprawdę warto.
Opowieść o kosmicznym frachtowcu, którego załoga zostaje wymordowana przez złowrogiego przybysza z kosmosu zachwyca swą prostotą i wyrafinowaniem jednocześnie.
Jest statek kosmiczny w locie - typowe, popularne w latach 60tych i 70tych hard science fiction. Jest tajemniczy sygnał, który przyciąga ten statek na obcą planetę. Są ślady obcej cywilizacji - rozbity statek kosmiczny. Jest w końcu Żywy Obcy, w najbardziej niesamowity w historii kina sposób dołączający do załogi "Nostromo".
No a potem jest już to, co tygrysy lubią najbardziej,  czyli horror w czystej postaci. Mroczne korytarze "Nostromo", coraz bardziej przerażona a coraz mniej liczna załoga i morderczy przybysz. Rozkosz w stanie czystym.
Tylko...co z tym ma wspólnego Lovecraft, spytać może zabłąkany sceptyk ? Otóż ma.
Prawda, że HPL nie pisał opowiadań hard sf o podróżach kosmicznych, ale tematyka kosmicznego zagrożenia dla ludzkości, to cecha charakterystyczna prozy Mistrza. Całkowita obcość przybysza, jego oczywista wrogość a przede wszystkim fizyczna obrzydliwość wywodzą się wprost od HPL.
Scenarzysta "Aliena" - Dan O'Bannon, wielki fan Lovecrafta, określał swój scenariusz jako "próbę opowiedzenia typowej historii lovecraftowskiej". Wielbicielem Old Genta był również twórca postaci graficznej Aliena - wielki Hans Giger.
"Alien", mimo że tylko inspirowany twórczością HPL, jest (obok "The Thing" z 1982) najdoskonalszym filmem "lovecraftowskim", prawdziwym "a must see" dla każdego.



imdb       8.5
filmweb  7.9 (czasem gust filmowy Polaków mnie rozbija...)
Galfryd   10 !!!!!


*

Pisałem powyżej, ze jeśli powstał film lovecraftowski porównywalny jakością do "Aliena", to jest nim tylko "The Thing" (Rzecz)  z 1982.






Nakręcony pozornie jako remake "The Thing From Another World" z 1951 ( tutaj pisałem m.in. o pierwszym "The Thing") jest absolutnym arcydziełem kosmicznego horroru, jednym z bardziej przerażających filmów, które kiedykolwiek powstały, a przy okazji hołdem dla twórczości Lovecrafta, o czym mówił kolejny wielki fan twórczości Mistrza, reżyser "The Thing" John Carpenter.
Z pierwszego filmu (czyli z opowiadania Campbella czyli z "Gór Szaleństwa" HPL) pozostał motyw stacji arktycznej i odmrożonego Obcego, mordującego polarników i gotowego na zniszczenie całej ludzkości (w tym elemencie "The Thing" to bliski kuzyn "Aliena"). Carpenter porzucił jednak zimnowojenną humanoidalność najeźdźcy z pierwszego filmu (opartego a amerykańską paranoję - czy mój przyjaciel jest jeszcze sobą, czy już potworem z kosmosu vel komunistą) na rzecz Grand Guignolowej, robaczo/gadziej oślizgłości rodem z wizji Lovecrafta. No i całkowicie zmienił zakończenie - na cyniczno/pesymistyczne, godne samego Old Genta.




imdb        8.2
filmweb   7.5 (pisałem już o niemile zaskakujących gustach Polaków ? 7.5 dla TAKIEGO filmu....) 
Galfryd    10 !!!!!



Warto jeszcze wspomnieć film "Lifeforce" (Siła Życiowa) z 1985 roku, będący ekranizacją powieści pt "Space Vampires" jednego z epigonów Lovecrafta, Colina Wilsona, przyciągający uwagę jednak nie tyle lovecraftowskimi monstrami, co dezabilem olśniewającej Mathildy May - głównego "kosmicznego wampira", no i wypróbowana tematyka inwazji z kosmosu.




imdb       6.1
filmweb  5.9
Galfryd    7

                                                                         * 

W tym samym 1985 roku na ekrany wszedł również "Re-Animator" Stuarta Gordona, w końcu bezpośrednia ekranizacja tekstu Lovecrafta. Film szalony, piętrzący (podobnie jak opowiadanie HPL) makabrę i obrzydliwości do stopnia, w którym staja się one wręcz śmieszne. Scenariusz odbiega wprawdzie od "wielkiego" Lovecrafta i zamiast kosmicznej grozy i nieludzkich monstrów mamy pastisz opowieści o Frankensteinie. 


Gwiazdą filmu jest ganiający po ekranie z jarząca się jadowitą zielenią strzykawką Jeffrey Combs jako tytułowy "reanimator", odkrywca tajemniczego "reagentu", który, wstrzyknięty, ożywia zmarłych. Lub ich fragmenty... Akcja pędzi na łeb, na szyję, bez ładu wprawdzie i składu, z Lovecrafta biorąc wszelką obrzydliwość i główny kierunek fabuły, dodając do tego klimat typowy dla filmów video lat 80tych.
Film cieszył się sporym powodzeniem, przynosząc popularność (i pomysł na życie) zarówno Stuartowi Gordonowi jak i Jeffreyowi Combsowi - wkrótce wręcz symbolowi filmu lovecraftowskiego. 
Jeffrey Combs - Re-Animator



Zrealizowano jego aż dwie kontynuacje ""Bride Of Reanimator" i "Beyond Reanimator", rozwijajace pomysły fabularnej części pierwszej, ale niekonieczne do obejrzenia 

imdb       7.3
filmweb  6.7
Galfryd   8
                                                                       *

Rok później Gordon (znowu z Combsem w roli głównej) zrealizował kolejny film  oparty o prozę HPL. Tym razem padło na "From Beyond"  (Z Otchłani 1986). No, to było wyzwanie, co nie lada, bowiem opowiadanie HPL praktycznie pozbawione było fabuły, a opisywało jedynie fascynujący pomysł, jakoby przestrzeń wypełniona była niewidocznymi i nieodczuwalnymi monstrami, które dostrzec można jedynie przy pomocy specjalnego światła - ultrafioletu. Niestety Gordon całkowicie niezgodnie z duchem twórczości Old Genta, przeładował film niesmacznymi scenami seksu i fallicznych, wyrywających się z czaszek bohaterów, szyszynek (odpowiedzialnych za postrzeganie potworów) 



imdb       6.8
filmweb  5.9
Galfryd   7

                                                                        *
Trudno powiedzieć, czy Stuart Gordon pokłócił się z producentem poprzednich filmów, Brianem Yuzną, ten jednakże bez swego reżysera zdecydował się w 1993 roku na realizację antologii lovecraftowskiej pt. "Necronomicon". Film miał konstrukcję nowelową - cześć pierwsza to "Szczury W Murach" , druga "Zimno" a trzecia to "Szepczący W Ciemności", spięte ramową opowieścią, gdzie samego Lovecrafta zagrał...tak jest - Jeffrey Combs. 


Jeffrey Combs - H.P.Lovecraft

Ja osobiście "Necronomicon" całkiem lubię, w opinii ogółu (jak widać po notowaniach imdb i filmwebu) film specjalnego uznania nie zdobył.



imdb       5.7
filmweb  5.6
Galfryd  7



Za to Gordon do Lovecrafta powrócił w 1995 roku filmem "Castle Freak" - luźnej (bo jaka może być inna!) adaptacji "Outsidera" HPL. No właśnie, ciekawy byłem, jak można przenieść na ekran "Outsidera", kolejne z opowiadań afabularnych, gdzie całość treści zbudowana jest na opisie i nastroju - no, plus Wielka Scena Finałowa. ..niestety, okazało się, że nawet jeśli jest możliwe nakręcenie dobrego filmu w oparciu założenie fabularne "Outsidera", to nie potrafi tego zrobić Gordon. Jemu wyszedł (jak zwykle niesmaczny) banał o nawiedzonym zamku, w którym mieszka paskudne a nieszczęśliwe ludzkie monstrum Zaskakują mnie wysokie notowania "Castle Fraka", bo IMO to spora porażka, no ale...



imdb       5.9
filmweb  6.0
Galfryd  4
                                                                    *

W roku 2001 Gordon wziął na warsztat jedno z najsłynniejszych opowiadań HPL - wspaniałe "Widmo Nad Innsmouth". Ślady inspiracji przeupiorną historią o złowrogiej mieścinie opanowanej przez tajemniczy kult można wyśledzić w wielu filmach,  "Dagon" stanowi jednak bezpośrednią (choć naturalnie podrasowaną w kierunku niesmacznego seksu - jak to u Gordona) ekranizację "Widma". Ze względów budżetowych Gordon nakręcił film w Hiszpanii, a role Combsa i Barbary Crampton (uprzednich gwiazd cyklu lovecraftowskiego) dostali mniej znani (i pewnie tańsi) aktorzy, ale całość wyszła naprawdę efektownie i odpowiednio przerażająco.




(film jest do obejrzenia za fri na jutubie)

imdb       6.3
filmweb  6.2
Galfryd  8


Ostatni wkład Gordona w dzieło lovecraftowskie to nakręcona w 2005 roku w ramach telewizyjnego cyklu "Masters Of Horror" godzinna, udana, adaptacja "Snów W Domu Wiedźmy".



Część trzecią i ostatnią wpisu opublikuję jutro, bowiem Blogger zastrajkował i wywalił mi posta w całosci, jako za dużego (!)


sobota, 21 lutego 2015

Ekranizacje Lovecrafta - część 1

Dzisiaj chcę zająć się filmowymi adaptacjami twórczości H.P.Lovecrafta - arcymistrza literackiego horroru, w dużej mierze Ojca mariażu grozy i tematyki science fiction, za życia zapoznanego, popularnego jedynie w fanatycznym kręgu uczniów i wielbicieli, po śmierci obiektu nieustającego kultu.
Howard Phillips Lovecraft



O samym H.P.L. napisano już dziesiątki, ba setki opasłych tomiszcz (jego najpopularniejsza biografia to monstrualna, ponadtysiącstronowa cegła !), zatem odpuszczę sobie rozwlekłe wprowadzenia, historię życia, poglądy i analizę twórczości, skoncentruję się natomiast na opisie i analizie ekranizacji jego dzieł.
Rozpocząć trzeba od jasnego stwierdzenia - proza Lovecrafta stawia przed filmowcami ogromnie trudne zadania - tak bardzo jest odmienna od typowych "horrorów".
- Po pierwsze - Lovecrafta nic a nic nie obchodzi CZŁOWIEK. W jego opowiadaniach brak wyrazistych bohaterów, z całych sił walczących z monstrami i zagrożeniami, chroniących swe rodziny i bliskich przed koszmarem i na koniec, po wielkich zmaganiach ratujących świat. Narratory lovecraftowskich historii to z reguły świadkowie, obserwatorzy czającej się na marginesie znanego świata kosmicznej grozy, w najlepszym razie zdolni, przynajmniej przed końcem opowiadania, nie oszaleć z przerażenia. To świadoma decyzja artystyczna HPL - efekt tzw. "kosmicyzmu". Lovecraft ukazuje, że z perspektywy ogromu kosmosu Ziemia i zamieszkujące ją istoty to mikropyłek bez żadnego znaczenia. Mało to filmowe, przyznacie...
- Po drugie - konsekwencją braku zainteresowania człowiekiem jest brak zainteresowania uczuciami ludzi. Karty jego opowieści wypełniają więc starzy naukowcy i samotni marzyciele nie przejawiający żadnych banalnych, a koniecznych dla fabuły przygodowego horroru, uczuć, żadnych miłości itp. (Charakterystyczne, że w ok. 70 opowiadaniach Old Genta praktycznie wcale nie występują kobiety - tak naprawdę jedyny pierwszoplanowy żeński bohater to stara i szpetna czarownica Keziah Mason ze "Snó W Domu Wiedźmy", bo już Asenath Waite z "Rzeczy Na Progu" kobietą tak naprawdę nie jest...). Horror bez ładnej damsel in distress - też coś nie comme il faut, ne ces't pas ?
- Po trzecie - potęgą opowiadań Lovecrafta jest dojmujący NASTRÓJ wszechogarniającej grozy, dużo bardziej ważny niż fabularna akcja, która, obrana z tegoż nastroju upodabnia jego najsłynniejsze historie do japońskich filmów o Wielkich Potworach (tzw kaiju movies - o których też planuję coś szkryfnąć). A przecież ekranizacja prozy HPL to ma być HORROR a nie przygodowy film dla dzieci o Godzilli.

Mimo tych trudności rozkochani w HPL (albo tylko mający nadzieję za szybki zarobek na popularnym autorze...) filmowcy podejmowali rozliczne próby ekranizacji jego dzieł.
Tutaj jeszcze jedna uwaga : filmy lovecraftowskie podzielić można na "bezpośrednie" - takie, które stanowią ekranizację konkretnych opowiadań i takie, które wyłącznie inspirowały się twórczością, mitologią, klimatem prozy Lovecrafta.

Pierwsza fala filmów lovecraftowskich przyszła z latami pięćdziesiątymi - z rozkwitem kina science fiction, najczęściej horroru sf. Była to również fala tylko "inspirowana" Lovecraftem, nawiązująca do niektórych jego pomysłów, sam Old Gent jeszcze czekał na masowe odkrycie, zatem jego nazwisko nie było jeszcze wystarczającym magnesem dla publiczności kinowej

Pierwszy film, na który warto zwrócić uwagę to amerykański "The Thing"  z 1951 roku :
Film, opowiadający o perypetiach amerykańskich polarników walczących z odmrożonym najeźdźcą z kosmosu, próbującym zaatakować i zniszczyć wolną ludzkość cieszy się w świecie miłośników starego sf i horroru nieco, w mojej ocenie, niezasłużoną sławą. Historia nakręcona w mocno propagandowej, zimnowojennej potrzebie (przybysz jako metafora Ruska), bez odpowiedniego klimatu.
I tu ciekawa historia - film powstał jako ekranizacja opowiadania....jakiegoś Campbella ? pt "Who Goes There?". Gdzie tu Lovecraft ?. Otóż - tenże Campbell to pulpowy pisarzyna sf/horroru, który w latach 30tych publikował na łamach m.in. "Astounding Tales", takiego magazynu pulpowego. Tam właśnie ukazała się jego historia o odmrożonym kosmicie. Trzeba trafu, że parę lat przed opowiadaniem tegoż Campbella "Astounding Tales" wydało w trzech kolejnych numerach legendarną minipowieść HPL - "W Górach Szaleństwa". No i miłośnicy Lovecrafta już są w domu...tak, to w "Górach Szaleństwa" pojawia się ekspedycja arktyczna, która znalazła zamarzniętą, dziwną istotę, która po odmrożeniu wymordowała polarników... 
"W Górach Szaleństwa" zawiera znacznie więcej treści niż ta, dość błaha, fabułka sensacyjna, ale i dla Campbella wystarczyło i dla filmowców.













imdb       7.3
filmweb  6.4
Galfryd   5

                                                                      *

W Wielkiej Brytanii z kolei znakomity scenarzysta telewizyjny Nigel Kneale napisał cykl świetnych lovecraftowskich horrorów o prof Quatermassie walczącym z próbami inwazji ziemi z kosmosu. Najpierw telewizja brytyjska nakręciła bardzo dobry serial - a następnie legendarna wytwórnia Hammer przeniosła serial do kina, kręcąc w lata 1954 - 1967 trzy znakomite filmy :


"Quatermass Xperiment" (1954),

Trzymajacy w napięciu horror opowiadający o kosmonaucie, który po powrocie na ziemie, opanowany w kosmosie przez obcą formę życia, wchłania w siebie spotkane na Ziemi życie, stopniowo mutując w dziwaczne blobopodobne monstrum, 


imdb       6.8
filmweb  6.8
Galfryd   8


Dwa lata późniejszy "Quatermass 2 : Enemy From Space" (1957) - rewelacyjny film opowiadający o podstępnym przejęciu przez kosmitów leżącej n a uboczu fabryki i produkowaniu w niej, no, jakby nie patrzeć, lovecraftowskich shoggothów


imdb       7.0
filmweb  6.7
Galfryd   10 !!!!!


I w końcu "Quatermass And The Pit" z 1967 roku - ostatni z serii, o śladach dawnej, kosmicznej cywilizacji, odkrytych w Londynie przy remoncie metra (może w Warszawie coś by znaleźli ?)




naukowcy odkryli zwłoki Obcego - wizualny Lovecraft w całej krasie
imdb      7.2
fimweb  5.8
Galfryd   6

                                                                              *

Włoskie kino również zmierzyło się z tematem - w roku 1959 na ekrany wszedł, wyreżyserowany przez samego Mistrza Mario Bavę film "Caltiki - Il Mostro Immortale", gdzie również występuje shoggothopodobne, pradawne amorficzne monstrum rodem z kart książek HPL.


imdb       6.0
filmweb  6.2
Galfryd   7

                                                                                 *

Prawdziwe ekranizacje prozy HPL przyszły wraz z rosnąca popularnością Lovecrafta jako pisarza.

W kręconym w latach 1960 - 1963, absolutnie genialnym cyklu adaptacji opowiadań E.A.Poego reżyser - wielki Roger Corman nabrał ochoty na przestawienie widzom również Lovecrafta. W 1963 roku powstał rewelacyjny film  "The Haunted Palace", którego tytuł pochodził z wiersza Poego, a fabuła była bardzo udaną adaptacją minipowieści "Przypadek Charlesa Dextera Warda". Jedna z relatywnie najbardziej wypełnionych akcją nowel HPL, opowiadająca historię czarownika, który oszukując śmierć wcielił się w swego późnego potomka, by dalej szerzyć zło, z akcją osadzoną w XIX wiecznej przeszłości nadawała się idealnie do adaptacji - i film Cormana, z jak zawsze świetnym Vincentem Price w roli Charlesa Warda jest do dziś jedną z najlepszych adaptacji prozy HPL na ekran.
Dla zainteresowanych - cały film jest do obejrzenia na jutubie.


imdb       6.8
filmweb  7.2
Galfryd   8



Dwa lata później podjęto próbę sfilmowania chyba najstraszniejszej opowieści HPL - "Koloru Z Przestworzy". Niestety, opowieść o tajemniczej kosmicznej sile życiowej, która spadłszy na Ziemię w meteorycie wysysa powoli życie z całego otoczenia została w filmie "Die Monster Die"  (1970) tak bardzo i tak bez sensu pozmieniania, że powstało dość przeciętne straszydło. Wolałbym jej nie polecać nikomu z wyjątkiem lovecraftowskich hardkorów, by nie zniechęcić.
Wartość dodana filmu to Boris Karloff w jednej z głównych ról



Wartość dodana filmu to Boris Karloff w jednej z głównych ról :












imdb        5.6
filmweb  5.4
Galfryd   6   (ale to z miłości do Lovecrafta i uwielbienia dla Karloffa)



Mineły kolejne trzy lata i w Anglii, z królewską wręcz obsadą (znowu Karloff, Christopher LEE i Barbara Steele!) nakręcona została luźna adaptacja "Snów W Domu Wiedźmy", zatytułowana "Crimson Cult" (ew. "Curse Of The Crimson Altar"). Jak zwykle, trzeba się wręcz wysilić, by rozpoznać motywy z opowiadania HPL, o siebie czegoś więcej scenarzysta i reżyser dodać nie potrafili, wypadło więc mocno przeciętnie.


No, ale miłośnik kina grozy dla samej obsady obejrzy...

Barbara Steele w "Crimson Cult"
imdb        5.4
filmweb   5.6
Galfryd    6 (jw. obsada i HPL podciągają ocenę ogólną)


Ostatnim z nakręconych wtedy filmów opartych o proze HPL jest "Dunwich Horror" z roku 1970. Ło...że tak napiszę - opowiadanie jest, jak na HPL bardzo dynamiczne. Może jedyne, gdzie bohaterowie podejmują magiczną i wręcz fizyczną walkę  z zagrożeniem z kosmosu. Ale też wierna ekranizacja powieści o "niewidzialnej Godzilli" (tak można by złośliwie streścić akcję opowiadania) wymagałaby sporych środków technicznych i wielkiego wyczucia stylu u reżysera. Ekranizacja z roku 1970 niestety nie miała ani jednego, ani drugiego, Wielcy Przedwieczni zastąpieni zostali przez hippisowskie przyśpiewki, nastroju niewiele. No, niska strefa stanów średnich. Tylko dla fanatyków.


imdb       5.4
filmweb  5.3
Galfryd   6   (tylko dla HPL)



Lata siedemdziesiąte były dla ekranizacji HPL praktycznie stracone. Temat powrócił dopiero w 1979 roku, kiedy na ekrany kin wszedł najwybitniejszy chyba film inspirowany HPL - "Alien", Ale o tym napiszę w kolejnym wpisie, bo już ten mnie swą długością przeraża.