Stefan Grabiński (1887 - 1936) - to wciąż nienależycie doceniany polski mistrz literackiego horroru. A dokładnie tego, w czym literacki horror najlepiej się wyrażał - noweli niesamowitej.
 |
| Stefan Grabiński |
|
Dzisiejsza literatura grozy oparta jest o całkowicie inne założenie. Założenie, które ma swój początek chyba w Stevenie Kingu - autorze horrorów, który odniósł największy sukces komercyjny. Autorze dziesiątków bestsellerów, prawie wszystkich przeniesionych na wielkobudżetowy hollywoodzki ekran.
King, a za nim jego naśladowcy, wypracował formułę współczesnej powieści grozy - ma być z zasady "na grubo" (500 stron i więcej to żadne zaskoczenie). Szczegółowe, tak pisane pod ewentualną ekranizację, opisy lokalizacji, bohaterów - ich motywacje, przemyślenia wewnętrzne, troski. Ot, dramat obyczajowy, "zwyczajne ludzkie życie". I w tym dramacie nagle pojawia się wątek nadprzyrodzony, niezwykły, niesamowity. Akcja nabiera tempa (z zasady niespiesznie...), momenty grozy przeplatane są momentami odprężenia, w końcu tajemnica się wyjaśnia a, kłopoty bohaterów zostają przezwyciężone. Tak często wygląda dzisiaj literacki "horror" (już pomijam, że "horrorami": nazywane bywają romanse pensjonarskie pokroju sagi "Zmierzch" i jej klonów...)
Dlatego, przynajmniej wobec opowiadań, wolę używać określenia "weird fiction". "Horror" brzmi prostacko, jak durny film VHS z lat 80tych dla popiskujących amerykańskich nastolatków. "Weird fiction" to szlachetne określenie, dobrze opisujące fenomen opowiadania niesamowitego, które stanowi najwyższą formę istnienia gatunku literackiej grozy. Gdzie na relatywnie niewielkiej powierzchni trzeba zawrzeć POMYSŁ i jego efektowne ROZWIĄZANIE.
Właśnie mistrzem noweli weird fiction był niegdyś bardzo popularny, potem całkowicie zapomniany, a ostatnio conieco (ale bez spektakularnych póki co efektów) przypominany - Stefan Grabiński.
Natrafiłem na niego na początku lat 80tych- wkrótce po zderzeniu z geniuszem E.A.Poego (zbiór "Opowieści niesamowite" Wydawnictwa Literackiego z upiorną plamą na okładce) :
Najpierw było jedno, drugie opowiadanie, wydane w paperbackowej, "zeszytowej"; serii "Nie Czytać O Zmierzchu" :
a później, tak na przełomie 82/83 ein richtiger Kopfschuss - czyli trzytomowe wydawnictwo, znowu WL - a przede wszystkim tom "Nowele".
To była wielka miłość od pierwszego wejrzenia, miłość nieprzemijająca do dziś. Zachwyt nad nieograniczoną wyobraźnią, nad konsekwencją artystyczną, cudownym "młodopolskim" językiem. No i często gęsto autentyczne dreszcze grozy - Grabiński bowiem pisał weird fiction na poważnie, z pasją, miłością i świadomością gatunku.
Wydawał swe opowiadania w niewielkich tomikach - "W Pomrokach Wiary", "na Wzgórzu Róż", Demon Ruchu", "Szalony Pątnik", "Księga Ognia", "L'Appassionata" i "Niesamowita Opowieść".
Największą sławę przyniósł Grabińskiemu tomik "Demon Ruchu" - zbiór opowiadań niesamowitych połączonych jednym tematem, mianowicie koleją żelazną. Faktycznie, opierając wszystkie historie o zagubione pociągi, zapomniane tory i niewyjaśnione katastrofy kolejowe uzyskał Grabiński niezwykły efekt spójności artystycznej, powodując, że, jak to często bywa, całość jest większa od sumy części składowych. Stąd największe wrażenie robi "Demon Ruchu" czytany w wydaniach całościowych, nie zaś poszczególne jego części.
Opowiadania bowiem w zbiorze są nierówne, obok znakomitych i budzących dreszcz znaleźć można i słabsze fragmenty, niedowarzone czy nierozwinięte fabularnie pomysły. A może inaczej, nie to, że w "Demonie" są opowiadania słabe - bo to nieprawda, ale nie wszystkie są tak wspaniałe, niesamowite, jak, powiedzmy' Smoluch", "Sygnały" czy tytułowy "Demon Ruchu". Zdarza się, że dominującym elementem opowiadania jest nie tyle czysta nadnaturalna groza, co Nieodgadnione, jakaś nadzmysłowa Tajemnica. Oczywiście - co kto lubi, i pewnie są czytelnicy, którym właśnie taki nastrój, raczej tajemnicy niż horroru, odpowiada bardziej, ale ja tutaj piszę o Grabińskim jako o autorze grozy i za to najbardziej go uwielbiam.
Nawet najlepsze nowele kolejowe miałyby kłopot w rywalizacji z tym ,w czym Grabiński osiągał najlepsze rezultaty, a co, z uwagi na polską tak przed jak i powojenną pruderię, bywało napisze tak - nieakcentowane. W połączeniu grozy z rozbuchanym erotyzmem.
To takie nowele, jak "Kochanka Szamoty", "W Domu Sary" czy "Czad" - wszystkie bez wyjątku kręcące się wokół damskiej d... (że tak koszarowo to ujmę) stanowią prawdziwy przyczynek do sławy Polaka, jego największe osiągnięcie. Pełne autentycznej grozy, a przy tym rozbuchanych, cielesnych żądz, przerażają i zachwycają do dzisiaj.
Przy nich metaforyczna opowieść o umieraniu ("Głucha Przestrzeń"), historie o zagubionych pociągach ("Dziwna Stacja", "Ślepy Tor"), czy niewyjaśnionych katastrofach ("Fałszywy Alarm", "Maszynista Grot", "Smoluch") są znacznie bardziej blade - choć nieodmiennie ujmują pięknem języka, śmiałością wyobraźni Autora i tym niezwykłym romantyzmem kolejowym. Aż trudno sobie dziś wyobrazić tak niezwykłe, fantastyczne podejście do czegoś tak na pozór przyziemnego jak jazda pociągiem. Ot, wsiadamy w Pendolino i za 2.30 godziny chcemy być w Warszawie. Cały "romantyzm" to czy gdzieś w polu nie staniemy i się na spotkanie w stolycy nie spóźnimy...
Ale żeby nie było, ze w jakikolwiek sposób narzekam - "Demon Ruchu" jest, jak każdy zbiorek Grabińskiego- pozycją ze wszech miar KULTOWĄ. W dobie dzisiejszego renesansu horroru twórczość "polskiego Poego" zasługuje na przypominanie, czytanie, analizę i zasłużone uwielbienie.
 |
| Wydany bez rozgłosu na początku XXI wieku kompletny zestaw "Demona Ruchu" |
*
Oprócz opowiadań Grabiński podjął również próby pisania powieści niesamowitych. W sumie napisał ich cały szereg - "Salamandra", "Cień Bafometa", "Wyspa Itongo" czy ostatni "Klasztor I Morze". Ale tutaj odniósł spektakularną porażkę. Ani artystycznie, ani komercyjnie, powieści nie udały mu się. Z każdym kolejnym rokiem jego krótkotrwała sława, zdobyta "Demonem Ruchu", ulatniała się i rozpływała (niczym jeden z bohaterów noweli "W Domu Sary").
W PRL nie było z jego twórczością lepiej. W kraju Realnego Socjalizmu, realnych problemów realnych ludzi pracy, nie było miejsca na przedwojennego marzyciela/spirytysty z rozkwieconym stylem literackim. W PRL liczył się konkret, robociarsko/inżynierski etos, gdzie fantastyka liczyła się o tyle, o ile była "naukowa". Podróże w kosmos, obce cywilizacje, rozwój społeczny ludzkości na ziemi - to było wspierane i wydawane. A nie historie o pociągach - duchach...I w podobnej manierze wpływano na gust czytelniczy. Liczyło się "twarde science fiction - Lemy, Strugackie, Bułyczowy, jak ktoś dorwał to Asimov czy Clarke.
Przedwojenna opowieść o nadprzyrodzonych zjawiskach to mogła być ciekawostka literacka, dla hobbystów, koneserów staroci (wielbicieli ówczesnego Old Schoolu) - i jako taka wydana była w serii "Stanisław Lem poleca" czy w późniejszej Wydawnictwa Literackiego.
Po '89 tak trochę a propos niczego wydano kompletny zbiór "Demona Ruchu", bez jakiejś promocji czy w ogóle przypomnienia postaci - wątpię, by sprzedało się wiele egzemplarzy (chociaż m,nie się udało złowić).
Parę lat temu "na bogato" wydano dość gruby zbiór opowiadań, zatytułowany - dziwnym nie jest - "Demon Ruchu", zawierający gros tekstów kolejowych i niezły wybór pozostałych opowiadań.
Ostatnio wydawnictwo Agartha postanowiło uzupełnić luki w Grabińskim i wydało praktycznie wszytko, do tej pory w Polsce niewydawane - zbiór rozproszonych opowiadań (o różnej wartości) pt "Wichrowate Linie", jak tez i powieść "Klasztor i Morze". Niestety - dystrybucja z gatunku tych podziemnych - przy ogromnym wysiłku, guglując ile się da, można znaleźć tu i ówdzie ww. pozycje. Żeby tak wejść do księgarni i kupić - mowy i nie ma.
W formie elektronicznej nabyć można zarówno "Demona Ruchu" - e-wersję książki, o której pisałem powyżej, jak i "Opowieści Niesamowite" - zbiór WSZYSTKICH opowiadań Grabińskiego - za niewygórowaną cenę kilkunastu złotych. Kindlarzom gorąco polecam.
 |
| okładka e-bookowego wydania wszystkich opowiadań Stefana Grabińskiego. |
*
Grabiński był też, ale bardzo nieśmiało, ekranizowany. Dwa opowiadania - "demonoworuchowy" "Ślepy Tor" i "Pożarowisko" z tomu "Księga Ognia" zostały sfilmowane w latach jeszcze sześćdziesiątych w takim cyklu telewizyjnym "Opowieści niesamowite" (z Kazimierzem Rudzkim jako narratorem), zaś w połowie lat osiemdziesiątych nakręcono, z Eugeniuszem Kujawskim w roli głównej dwa "grabińskie" filmy telewizyjne - "Problemat Czelawy" i "W Domu Sary"
 |
| Eugeniusz Kujawski "W Domu Sary" |
Parę, gorzkich niestety, słów na zakończenie muszę poświęcić audio bookowemu wydaniu "Demona" (tak, pojawiły się i audiobooki z Grabińskim). Czyta opowiadania Roch Siemianowski i czyni to KATASTROFALNIE.. Już pomijam często plątane, źle stawiane akcenty, czy przecinki, to drobiazgi - ale chodzi o ogólny ton lektury. Siemianowski jest, wypisz wymaluj, efektem socjalistycznej anty-romantycznej propagandy, zgodnie z którą różnego rodzaju "opowieści z dreszczykiem' to przebrzmiała ramotka, godna popierdliwego ględzenia przy kominku. Jakaś nuta tajemnicy w głosie lektora, jakaś niepewność, mrok, może czający się strach? Gdzie tam, poHukiwanie dziarskiego staruszka (z nadakcentem na nieme "h", którego to grepsu mocna Siemianowski nadużywa podczas lektury) opowiadającego bajędy przy kominku. Odnoszę wrażenie, że Siemianowski w ogóle się nie zastanawia nad tym, co czyta. Ot, byle nieme "H" zaakcentować i "charakterystycznie" pochrypieć.
Brrrr koszmar, i to nie taki, o jaki chodziło Grabińskiemu...