Napisać jednak łatwiej, niż zrobić. Na filmowca czai się bowiem przy filmowaniu książki wiele pułapek. A to fragmenty, które się dobrze czytają kiepsko wyglądają, a to jakieś ważne dla akcji wydarzenia rozgrywane są w umyśle bohatera (jak to pokazać), a wymogi,producenta, sponsora, odmienne wizje reżysera i autora....wystarczy przypomnieć sobie klęskę pierwszej ekranizacji prozy Miłoszewskiego - "Uwikłanie". Brrrrr...
No, ale tym razem reżyser Borys Lankosz zapowiedział ścisłą współpracę z autorem powieści, i wierne trzymanie się pierwowzoru. Jak zapowiedział, tak zrobił, otrzymaliśmy zatem (my, miłośnicy Miłoszewskiego :-) to, na co mieliśmy nadzieję i o czym marzyliśmy.
Film jest, BARDZO wierny książce, Zmiany scenariusza, relatywnie niewielkie i bez wpływu na główny wątek filmu, mają na celu jedynie wizualne uporządkowanie niektórych wątków, skondensowanie pomysłów i, kiedy to konieczne, zastąpienie językiem filmu niektórych monologów wewnętrznych Szackiego.
Wszystko wygląda na ekranie jak pierwszorzędna produkcja dorosłego Hollywood. Znakomite zdjęcia, muzyka, świetna obsada (znakomity casting - Trela czy Walach to ożywione postaci z książki, no a epizody - Poniedziałek czy maestro Jakubik - palce lizać). Największym znakiem zapytania był Więckiewicz w roli Szackiego. OK - aktor bardzo dobry, ale jakoś nie kojarzył się dotąd z ostentacyjną elegancją czy wielkomiejskim seksapilem powieściowego Szackiego.
Ale Więckiewicz wygrał w wielkim stylu - to jest nie tyle bardzo dobry aktor, co aktor wybitny - i pewnie, jak by mu kazać zagrać zsiadłe mleko, to też by dobrze wypadł.
Jego Szacki jest jeszcze ostrzejszy, bardziej arogancki i zdecydowany niż w powieści, wygląda i zachowuje się rewelacyjnie i, ile podczas lektury "Ziarna Prawdy" oczyma wyobraźni widziałem Michała Żebrowskiego w roli Szackiego, tak teraz, czytając "Gniew" widzę już Więckiewicza.
Inna sprawa, że Lankosz oszczędził Szackiemu nadmiernych podbojów erotycznych. Nie dość, że z filmu wyleciała sędzia Tatarska (i słusznie, chyba najgłupszy fragment powieści, napisany tylko dla uciechy autora, bo bez sensu dramatycznego), ale i cały romans z Basią Sobieraj (trochę szkoda, zwłaszcza potrzebnej fabularnie sceny ze starym Sobierajem). Filmowy Szacki jest bardziej skoncentrowany na zagrywce z mordercą., trzymający się głównego nurtu opowieści.
Na pochwałę zasługuje zastąpienie ksiązkowego "dzownienia w głowie" fajną sceną w szpitalu, kiedy to Szacki orientuje się, że , jak mu to mówił Wilczur - "Pan się myli, panie prokuratorze"
Film unaocznił też niestety jeszcze wyraźniej niż lektura, dwie spore wady fabularne "Ziarna Prawdy" :
- całkowicie niewiarygodną przez swe niedbalstwo identyfikację drugiej ofiary - to jest WIELBŁĄD fabularny. Mam pomysły na jego podpudrowanie, zamaskowanie, ale Lankosz ich nie miał i gołym okiem widać absurdalność wątku drugiej ofiary,
- niewiarygodność sytuacyjną zerwania Szackiego z Klarą. Wolny facet ok. 40 tki w namiętnym NIEZOBOWIĄZUJĄCYM romansie z 25latką zrywa bo ON (!) nie widzi perspektyw ? Że by to ona chciała : ślubu, dzieci, wspólności majątkowej, no to może jeszcze, ale nie, to jest tak a propos niczego !
Niemniej pomimo tych dwu błędów fabularnych film jest znakomitym widowiskiem i zabawą na najwyższym światowym poziomie. Gorąco polecam nieznającym prozy Miłoszewskiego (znającym polecać nie muszę - wszyscy obejrzą na Bank)
filmweb 7.3
Galfryd 9/10



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz